poniedziałek, 10 czerwca 2013

Wielki Gatsby





Tytuł: Wielki Gatsby
Reżyser: Baz Luhrmann
Dystrybutor: Worner Bros
Gatunek: dramat, romans
Czas trwania: 143 minuty
Data premiery: 17.05.2013
Moja ocena: 6/10





Nick Carraway (Tobey Maguire) to facet, któremu w życiu średnio się układa. Nie udało mu się zostać pisarzem, więc z zamiarem rozpoczęcia nowego życia przenosi się na Long Island, gdzie wynajmuje skromny dom i rozpoczyna pracę jako finansista. W pobliżu jego nowej „przystani” mieszkają również kuzynka Daisy (Carrey Muligan) wraz z mężem Tomem (Joel Edgerton). To właśnie w ich willi mężczyzna poznaje zawodniczkę golfa (Elizabeth Debicki), która opowiada mu o tajemniczym milionerze Jay’u Gatsbym (Leonardo DiCaprio). Któregoś dnia Nick otrzymuje zaproszenie na jedną z uczt ekscentrycznego bogacza. To przyjęcie na zawsze odmieni jego życie.
Młody miliarder co rusz odbiera niepokojące telefony i z jakiegoś powodu stara się zaprzyjaźnić z Nickiem, który jako jedyny otrzymuje zaproszenie na przyjęcie.  W końcu Jay prosi Nicka o przysługę – by zaprosił swoją kuzynkę Daisy Buchanan na herbatę. Dziewczyna mieszka z mężem naprzeciwko zamku Gatsbiego, po drugiej stronie zatoki. Dowiadujemy się, że młoda, zdradzana przez męża Toma, Daisy zna tajemniczego bogacza. Pięć lat wcześniej byli kochankami. Jay pragnie ją odzyskać. Idealizuje ukochaną, poświęca się dla niej w sprawie kryminalnej i płaci najwyższą cenę za kobietę tego nie wartą. Miłość okazała się fatalnym złudzeniem...

Fabuła jest ujęta w ramę opowieści narratora Nicka, który w zakładzie odwykowym zapisuje po fakcie wydarzenia w ramach psychoterapii, jak gdyby sam był Fitzgeraldem.






       Najlepszy jest początek, zwłaszcza sceny z pierwszego przyjęcia u Gatsby’ego. Przepych, blichtr, musicalowa sceneria, momentami świetnie dobrana muzyka, łącząca lata 20. ze współczesnością; widza zalewa feeria barw, oczy błądzą od jednego do drugiego rogu ekranu, starając się ogarnąć filmowe dziwy. Wszystko to oszałamia, ale nie przytłacza, nie jest kiczowate – po prostu świadomie przerysowane. Bo wizualnie „Gatsby” jest filmem pięknym, z perfekcyjną, dopieszczoną w najmniejszym szczególe scenografią i bardzo udanym zabiegiem podkręcenia kolorów.
 Pomimo natłoku wizualnych chwytów, które z powodzeniem mogłyby rozproszyć uwagę, reżyser nie rozminął się  z fabularnym trzonem powieści Fitzgeralda, przenosząc go na ekran zaskakująco wiernie. Treść zachowano z imponującą dbałością o szczegóły, a znaczną część dialogów nieomal żywcem wyrwano z kart książki. Luhrmann ukłonił się więc pokornie autorowi, od siebie dodając jedynie szczyptę jakże charakterystycznej scenicznej ekstrawagancji, która z pewnością nie zagłusza wydźwięku słów amerykańskiego pisarza. Fil ogląda się dobrze, jest kolorowy, momentami można uśmiać się z nader przerysowanej grzeczności głównego bohatera.
ALeo? Jest cudowny, aż chce się rzecz, że jak wino im starszy tym lepiej gra. Zmężniał,jest mega przystojny i fenomenalnie wpisuje się w konwencje lat 30, w starym aucie i z manierami, których nie powstydziła by się Królowa Elżbieta. Polecam film. Oczywiście film zebrał bardzo wiele niepochlebny opinie, mogę tylko przepuszczać, iż dlatego,bo trąci nowoczesnością, ale w końcu mamy XXI wiek.






2 komentarze:

  1. bylam tna tym w teatrze i serdecznie polecam!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Najpierw czeka mnie książka, a jeśli mi się spodoba to i film chętnie obejrzę :)

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do komentowania. Wszelkie uwagi i krytyka są dla mnie ważne i konstruktywne.